Strzelba
Z powagą i zaniepokojeniem witali Pogromcę Zwierząt przyjaciele z arki, zwłaszcza Wąż i Cyt poznali po jego minie, że nie udało mu się uciec, a z kilku słów, jakie wybąkał, zrozumieli, co nazywa urlopem. Wąż od razu pogrążył się w myślach, Cyt zaś starała się po swojemu okazać Pogromcy współczucie, świadcząc mu owe drobne uprzejmości, jakie zazwyczaj stanowią dowód kobiecego przywiązania.
Mimo ogólnego przygnębienia w ciągu kilku minut ustalono plan postępowania na najbliższą noc. Niewtajemniczony obserwator mógłby odnieść wrażenie, że życie na arce płynie normalnym trybem. Zaczęło się ściemniać. Postanowiono więc podpłynąć arką do zamku i na noc przycumować ją na zwykłym miejscu postoju. Na decyzję tę wpłynął po części fakt, że wszystkie czółna znowu znalazły się w rękach ich właścicieli, ale o sposobie umieszczenia statku zadecydowało głównie poczucie bezpieczeństwa, oparte na wiadomościach, jakie przyniósł Pogromca Zwierząt. Na podstawie własnych obserwacji w obozie myśliwy doszedł do wniosku, że Huroni nie myślą o podjęciu w ciągu najbliższej nocy nieprzyjaznych kroków, poniesione bowiem straty odebrały im na razie ochotę do walki. Poza tym Pogromca przybył tutaj z pewnymi propozycjami Huronów; w razie ich przyjęcia wojna na jeziorze skończyłaby się natychmiast. Nie podobna przypuścić, aby Huroni z góry wykluczyli możliwość porozumienia w sprawie, która tak leży na sercu ich wodzom, i żeby przed powrotem posła uciekli się do aktów przemocy.
Po przycumowaniu arki każdy znalazł sobie jakieś zajęcie, narada bowiem nie trwała długo (wiadomo, że zarówno biali z pogranicza, jak i ich czerwonoskórzy sąsiedzi szybko się decydują). Kobiety krzątały się w kuchni. Było im smutno i markotnie, ale przygotowywały kolację wiedząc, że wszyscy są głodni.
Hurry przy świetle łuczywa naprawiał mokasyny; Chingachgook siedział zasępiony; spokojny i niewzruszony Pogromca oglądał „Postrach Zwierząt", wspomnianą już przez nas strzelbę Huttera, która miała się potem wsławić w jego rękach. Teraz myśliwy zapoznawał się z jej zaletami. Nieco dłuższa od zwykłej strzelby, wyszła niewątpliwie z warsztatu świetnego rusznikarza. W paru miejscach była ozdobiona srebrem, poza tym jednak na oko niczym się nie wyróżniała i wielu myśliwych z pogranicza wzięłoby ją za zwyczajną strzelbę. Jej wielkie zalety stanowiło precyzyjne kalibrowanie, niezwykle staranne wykończenie i najwyższy gatunek metalu, z którego ją zrobiono. Nasz myśliwy wiele razy przykładał kolbę do ramienia i patrzył przez celownik, równoważył ciało i wolno podnosił strzelbę, jak gdyby chciał się zmierzyć do jelenia, przy czym ważył w rękach jej ciężar i sprawdzał, czy jest szybka i celna. Czynił to z taką prostotą, a zarazem powagą i ciekawością, że każdego obserwatora znającego położenie Pogromcy musiałaby wzruszyć jego naiwność.
- To znakomita strzelba, Hurry! - zawołał, wreszcie Pogromca. - Naprawdę szkoda, że dostała się w ręce kobiet. Wiele o niej słyszałem od myśliwych. Powiem tylko tyle, że w doświadczonych rękach taka broń to pewna śmierć.
Posłuchaj, jak gra zamek - sidła na wilki nie mają silniejszej sprężyny. Panewka i kurek pasują do siebie jak dwaj mistrzowie śpiewu, którzy jednym głosem intonują psalmy w kościele. Możesz mi wierzyć, że w życiu nie widziałem jeszcze takiej broni.
